TWÓRCZOŚĆ NASZYCH UCZNIÓW

 

 

 

Łukasz Walkowiak, kl. I d - praca nagrodzona I miejscem w Ogólnopolskim Konkursie "Junior Internet 2010"

 

    Jest rok 1969, USA. W bazie naukowej ARPA zradza się ARPANET. Jako działacz wojskowy rozprzestrzenia się szybko. W roku pańskim 1981 pozostawił władzę w rękach dwóch synów: wojownika Milnet i cywila Internet. Ten drugi, dzięki niezwykłym możliwościom,  jakie zaoferował, szybko znalazł tysiące zwolenników. Siedemnastego sierpnia 1991 roku Internet przebył granice Rzeczypospolitej, natychmiastowo werbując nowych wielbicieli. Jednym z nich był On, młody, zapalony do nauki licealista, nasz bohater.

    I stało się - nadszedł ten dzień,  w którym jego ojciec podłączył ich komputer do internetu. Tym samym ich rodzina przeskoczyła pogłębiającą się “diligtal gap” (cyfrową rozpadlinę). Została wyprowadzona z zacofanej “information undeclass” (“proletariatu telewizyjnego”) i stała się koniunkturą (“arystokracją multimedialną”). Owo twierdzenie,  wywnioskowane z amerykańskich badań,  wbiło się w głowę młodego licealisty, niczym Ekskalibur w skałę. Mógł odrabiać zadania ze znajomymi, rozwijać zainteresowania na stronach tematycznych, czy poprzez dyskusję na forach naukowych. Jednak, przede wszystkim, miał nieograniczony dostęp do informacji ułatwiających życie i pozwalających na szybkie zdobycie wiedzy i naukę.

    “Internet English School  zaprasza na lekcje przez internet. Za darmo, elastycznie, na odległość!!!”- Przeczytał nasz bohater pewnej soboty.- “Muszę się zapisać, nauka przez Neta musi być świetna. To ekstra pomysł amerykańskich naukowców,  ten “distance learning”- pomyślał - W końcu będę mistrzem z anglika.”

    Kolejne dni płynęły, coraz mniej książek, coraz więcej internetu. Kolejne wypracowania powstawały błyskawicznie, nie trzeba było przesiadywać  tyle nad książkami. Nie musiał zastanawiać się wiele, miał gotowe teksty. Nowe dysputy ze znajomymi z forów naukowych rozszerzały jego horyzont wiedzy. Dzięki internetowemu angielskiemu mógł uczyć się języka elastycznie - kiedy chciał, kiedy miał czas, mógł zatrzymać się na dłużej przy tym, czego nie rozumiał. W “szkołach internetowych” jedynym nauczycielem jest strona, która się do nas dopasowuje.

    Nadszedł czas sprawdzianów. Nasz licealista był pewny,  iż na koniec semestru będzie prymusem. Może ostatnio trochę zaniedbał naukę, przez nowych znajomych z forów i prowadzenie bloga, ale ostatecznie to też pewien sposób nauki (np. informatyki), jak sobie tłumaczył.

    W końcu napisał ostatnią pracę, poszedł ze znajomym omówić przystąpienie do międzynarodowego młodzieżowego internetowego stowarzyszenia młodych ekologów. Następnie poszedł do domu. Przez całą drogę, jednak coś nie dawało mu spokoju.

    “Coś mi nie pasuje... eee... czemu na tej świetnej stronie historycznej było napisane, że chrzest Polski był w 999 roku, a bitwa pod Grunwaldem w 1405. Źle napisałem w wypracowaniu, nie pomyślałem. Poprawi się z histy, jestem z niej dobry. Ej! Co jest?- zerknął na zeszyt z biologii, który nie spakował wychodząc od znajomego - fotosynteza,  to nie jedzenie komórkowe! Cóż,  jeden sprawdzian z biologii, to nie cały świat. Najważniejsze,  że spotkam się dziś na forum z Hipem, niezły kumpel z niego. Szkoda, że pojęcia nie ma na temat nauki. Ciekawe po co w ogóle zapisał się na forum dla historyków. Z anglika pewnie będzie dobrze. Przecież uczę się go z internetem. Może trochę zaniedbałem go ostatnio, ale Hipo zna takie dowcipy!!! I tak nie muszę uczyć się już z książki, dzięki angielskiemu przez internet jestem o wiele dalej. Ha! jak ten internet ułatwia życie. Zaraz dowiem się wszystkich ocen. Mieli podać rodzicom na dzisiejszej wywiadówce, pewnie rodzice już wrócili.- cyk, cyk, otworzył drzwi.

     “Cześć eee... mamo, tato skąd te miny, coś nie tak z moimi ocenami? Macie listę najlepszych”- zerknął -”Co? Tomek, ten  tuman bez internetu, ma najwyższą średnią? Eee.. Hej! A ja?”

 

 

Ola Piotrowska, kl.IIIf /2007/2008/
 

"List"

Witaj…                                                                                                   

Niekoniecznie mamy wszyscy taki sam głos                                

\V listach.

Wyobraź sobie, że mówię jak mały szyderca.

 

Smacznego!

Przyszło mi do głowy na poczekaniu

na przystanku: "palenie zabija"

tak się złożyło, że się zabijasz; zabijasz.

 

Podwójne smacznego!

Dla Palacza

Bardziej i bardziej śmiertelnego

 

Jeśli chcesz

Chodzić ze mną / dostać buzi/ być wolny

Rzuć to z czym chodzisz za szkołę

Często trzymasz w buźce

A jeszcze Ci nie wolno

 

Podobno noszę chustę taką jakie noszą szyici

Zaciągam ją na usta i nos

Kiedy się zaciągasz i krztusisz

 

Maski P-Gazowe włóż!

 

Cieszę się, że poznałam

Jednak spróbuję Cię nawrócić, wiesz?

 

Uważaj zatem na Szyitów- fanatyków

na ich pułapki i depresję

 

Miłego beznikotynowego dnia

 Słoneczno- biedronkowego

I miej zawsze taki miły głos.

 

Z tym, że kiedyś

 Zniszczą GO

Jeśli nie zmądrzejesz

(nie wiem tylko kto pierwszy

 Fanatyk?: Papierosy?)

 

Prezent jeszcze od wielbiciela kolorów:

Zielonego i czerwonego:

 "kwiaty w pokoju" /Władysław Broniewski/

…………………………

………………………..

 Nie  odezwę się do Ciebie

Już ani słowem

Chyba, że pisanym

Pożycz mi długopis, kończy się atrament.

 

 

.,Zmartwychwstanie"

To trochę tak jakbym

 Wędrowała łąką

I doszła

Przed kruchy drewniany mostek

 

Z moją niepewnością i nienawiścią do wyborów

I biedronką na nosie

 

Nieśmiały krok

Przez trzeszczący most

 

I jeszcze krok

W mroczne nieznane

 

Po drugiej stronie

Która okazuje się

I bezpieczna i pewna

 

I Ja i myśli i niebo- czyste

 

ale to tak jakbym

nie potrafiła nigdy pojąć.

 

x x x

 

Wszystko nam przeszkadza

Ty masz 7 lekcji, ja 5

Ja czekam na Ciebie

Kiedy nie masz o tym pojęcia

Ja domyślam się znów,

Że Cię nie ma

 

Słonce świeci rano,

Rano gdy jesteś

Po południu spada śnieg

 

Boję się, że wszystko

Będzie nie tak

Że wszystko mi na złość:

 

Skończy się

Świat

Potłucze

Wazon

Wyleje

Odra

 

Chciałam zaprowadzić Cię

Do wiosny

A ktoś wyrwał ją

Z korzeniami

 

Jesteś ważniejszy od tego,

Bym pamiętała o nieśmiałości

Zdążę przed końcem

Świata : Wiosny.

 

 

Małgosia Rosińska, kl.II a /2007/2008/

 

"Powrót"

Idzie nasze wojsko

Walczyć zdobywać

Tak mowi nasz przywódca

Pasterz

Prowadzi nas po kolejnych łąkach

Byśmy je zdobyli i stali się szczęśliwi

Już je mamy choć nie musieliśmy wygrać

Trawy zanim wykiełkowały

Były już zwiędłe

Wiszą na krzyżu pod którym

Klęczą tylko nasiona i suche siano

Bojąc się płacząc i modląc

Ja też przyklękłam gdy ciebie

Już nie ma

I ktoś mnie bije za karę

Mój właściciel

Bo to nie jest ten właściwy krzyż

Wtedy uciekam

Biegnę do ciebie

Pustymi korytarzami

Te stare znikają

Powstają nowe w innych miejscach

I wypełnia je światło

I wypełnia je ciepło

I słyszę rozmowy

I sama układam dialogi

I niewypowiedziane myśli

I biją mnie jeszcze mocniej

To mój ojciec główny i całą masa podojców

Krew płynie mi z uszu  oczu i ust

Spływa po rękach i nogach

Już  się nie ruszę

Popełnię tylko ten jeden

Najcięższy grzech

Pomyślę że jeszcze wrócisz

             

               

"Zabawa w dom"

Gdy światło zabłyśnie

I zepchnie mnie na swe krawędzie

Wtulona w noc

Przypomnę sobie jeszcze bardziej

Kim jestem

I że w dole brzucha

Mam mały domek dla lalek

Niezamieszkany jeszcze

Wiem dokąd prowadzi każda ścieżka

Zaczynająca się pod małymi drzwiczkami

Umiałabym poprowadzić każdą laleczkę

Która skończy pić herbatę

I wybiegnie bawić się w ogródku

Kiedyś ulepię sobie lalki z plasteliny

To chyba jeszcze nie matczyna opiekuńczość

Ale nakarmiłabym je swoim ciałem

By tylko wiedzieć że na coś się przydam

 

Klęcząc na tafli lustra

Rodzę swoje odbicie

Po drugiej stronie gdzie świeci słońce

Ma łagodniejszy smak

Próbuję się podnieść

Idąc ścieżkami moich lalek

Których rozmieszczenie sama kiedyś

Wyznaczyłam na mapach

 

"Przed świtem "
Ukryłam się w cieple

Godziny drugiej' w nocy

Byłam jeszcze płodem

Nieświadomym niczego

I coś wyrwało mnie do światła

Choć się broniłam bo to jeszcze za wcześnie

Upadłam na zimną podłogę

Szukając kryjówki popełzłam chłodnym korytarzem

Do łazienki

Zobaczyłam siebie w lustrze

Moje odbicie miało już całkiem silne rączki i nóżki

Niczym nie różniło się od odbić innych dzieci

Dzień wplótł mi we włosy

Obrzydliwe wstążeczki

I ubrał w niewygodną sukienkę

Tak na siłę bez pytania

Uciekłam przerażona

Do odpływu umywalki

I nic nie poradzę na to że
Ktoś mówiąc że szkoda

I że źle się dzieje

Odkręci kran z którego wypłyną kwiaty

I zaleją cały dom

 

 "Jutro"
Na skraju lasu

Baobabów stoję

Gryzę gruby pień już piąty miesiąc

Czekam kiedy się przewróci

Skończyłam

Leży przede mną

Moje drzewo

To włos z dywanu w przedpokoju

 Kilkaset razy większy ode mnie

Wytrwale dążę do celu

Wycinam włosek po włosku robiąc

 Leśno-dywanową ścieżkę

Aby przedostać się od drzwi wejściowych

Do sypialni

I wejść na najwyższą górę w tej okolicy

Na moje wrogo nastawione do roztoczy

Łóżko

  

"Urodziny"
Dostałam w prezencie

Małe pudełko

Brzydkie i niepotrzebne

Otworzyłam

Zobaczyłam siebie w środku

Odłożyłam je na półkę

To prezent więc z uprzejmości nie wyrzucę

 

"Niedokończony  sen"
Dziś  rano

Pod zaspaną  powieką

Znów znalazłam

Martwego gołębia

A przecież zrobiłam jak wszyscy

Radzili

Domalowałam więcej przestrzeni

Tuszem wydłużającym rzęsy

 

"Dorosłość"
Przeglądam się w lustrze

Od dawna

Myślałam

Czy ładnie mi będzie

Ze skrzydłami

Muchy rozgniecionej na szybie

Deszcz uderza o parapet

Od nieskończoności

W nieskończoność

Jak koraliki

Z szyi tej małej dziewczynki w bieli

Mam w sobie

Już tylko skrawki jej połamanych tęczówek

Umarła jeszcze przed urodzeniem

Zimne krople spłukują

Resztki mnie

Chyba mi zimno

Uśmiecham się jak tylko potrafię

Przecież kochałam

Mimo wszystko

Kto mnie pocałuje

Na pożegnanie

 

/strona tytułowa/